Kroniki Pałacowe

Moje życie w Brzeźnicy – od inżyniera do właściciela pałacu.

Siedzę właśnie na tarasie z kieliszkiem wina i patrzę na zachodzące słońce nad parkiem. Wiecie, nigdy nie planowałem zostać właścicielem pałacu. W wieku czterdziestu lat myślałem raczej o spokojnym życiu, może małej działce pod miastem... A tymczasem mam to wszystko.

23 marca 2025 roku

Moje życie w Brzeźnicy – od inżyniera do właściciela pałacu.

Jak to się wszystko zaczęło…

Zakochałem się w Brzeźnicy od pierwszego wejrzenia. Pamiętam ten dzień w 2014 roku, kiedy przyjechałem tu po raz pierwszy. Pałac stał opuszczony od siedmiu lat, po tym jak zamknięto dom opieki. Dach przeciekał, tynk odpadał, ale było w tym miejscu coś magicznego.

Ten pałac ma fascynującą historię. Powstał na początku XX wieku, ale sama Brzeźnica istnieje co najmniej od XVI wieku. Pierwsze zapiski mówią o kimś o nazwisku von Rabenau w 1589 roku. Potem było wielu właścicieli – wdowa von Pförtner, porucznik Karl Riedel… Ciekawe jest to, że majątek często przechodził na najstarszą córkę. To dość nietypowe jak na tamte czasy.

Obecny pałac wybudował niejaki Paul Sanne w latach 1907-1908. Zastąpił stary dwór tą eklektyczną rezydencją, którą teraz próbuję uratować. Dla mnie najbardziej fascynujące są te wszystkie historie ludzi, którzy tu mieszkali. Wyobrażacie sobie? Ostatni niemieccy właściciele uciekali stąd w lutym 1945 roku – podobno na traktorze napędzanym drewnem, a pan domu jechał konno.

Po wojnie stacjonowało tu dowództwo radzieckie, a potem przez dekady był dom spokojnej starości. To właściwie uratowało budynek przed ruiną – był użytkowany, ogrzewany, naprawiany.

Ogród różany i dawni mieszkańcy

Kiedy kupiłem to wszystko, znajomi pukali się w głowę. „Szymon, zwariowałeś? To pochłonie fortunę!” I mieli rację – pochłania. Ale wiecie co? Nie żałuję ani jednego złotego.

Zacząłem od zabudowań gospodarczych i domu zarządcy, który teraz działa jako pensjonat. Mamy też odnowione stajnie i stodoły. Główny pałac… cóż, to ogromne wyzwanie. Próbowałem dostać dofinansowanie, ale wiecie, jak to jest z biurokracją. Renowuję go powoli, własnymi siłami.

Wracając jednak do historii Brzeźnicy – niedaleko stąd znajduje się dawny młyn wodny Aumühle. Kiedyś miejscowi przywozili tam zboże do przemiału, a teraz to świetna restauracja. Właściciele odwalili kawał dobrej roboty z renowacją.

Czasem, siedząc tak wieczorem z kieliszkiem wina, zastanawiam się nad wszystkimi ludźmi, którzy przede mną stali tu, gdzie teraz ja, i patrzyli na zachód słońca. Karl Riedel, rodzina Raetzell, Lemke, Sanne… Czuję się jak kolejne ogniwo w łańcuchu opiekunów tego miejsca.

Nie wiem, czy zdołam przywrócić pałacowi pełną świetność za mojego życia. Ale wiem jedno – to miejsce ma duszę. I zasługuje na to, by żyć dalej.

Rezerwuj pokoje